Elość,Gim.nr.5!
2008-07-02 04:17:56

http://pl.youtube.com/watch?v=b6Gdg9hhOas

Polska scena muzyczna,no ja p............!”Chce cie w aucie,eheeeeeeee”I wszyscy jeszcze mi się bezczelnie dziwią,że przerzuciłam się na Pink Floydów,Led Zeppelin etc,.

 

Ale nie miałam bzdecić o kondycji polskiej mjuzy,bo cięzko bzdecić o czymś,co jest w zaniku.To będzie ostatnia notka odnosząca się do mojego wesołego garowania w gymnazjum.Potem raczej już lyceum,no chyba że trafię do zawodówki i będę nadziewać nitkę na igłę cały semestr(jestem z tego dumna-nie umiem szyć!Usiłował to ode mnie wyegzekwować facet od techniki w podstawówce,ale mu się nie udawało).

 

Pierwsze co mi przychodzi do łba warte opisania w końcówce to bal.

W moim przypadku zaczęło się niewinnie;Kacha co i rusz sondowała mnie,czy w piątek popołudniu będę chciała przyjść na piętnaście minut  i porobić jej parę fociszy oraz Olki,Adasia,co jej partnerzył,no i Borysa denszącego z Kachą.Myślę sobie-right,upał zabija,ale na piętnaście minut mogę.
Tak więc wyszłam z domu w piątek szóstego dnia czerwca ubrana w czarne dżinsy i koszulkę z podobizną(uwielbiam to słowo)Alberta Einsteina ćmiącego blanta.W końcu z Amsterdamu,to inna być nie mogła.

 

Lezę do szkoły,a tam zatrzęsienie panien w balowych kreacjach.Dopadłam Kachę i Olkę(Olka miała fajną kiecę,ino zółtą)ale Adaś zniknął,zniechęcony moim szarpaniem go za zwis męski i obietnicami szybkiej śmierci w dolinie węży.Borys poruszał się jak satelit,zaś w bramę wlazł Fylypek w pogrzebowych butach,wypatrujący Meci,z którąż to tańczył,co na tle różnicy wzrostowej wyglądało uroczo.No po prostu miód,ale upływało już 10 minut mojej misji,a tu taki kij jak fotky zrobione.Right-wchodzę do szkoły,obawiając się,że na tle satynowo-szeleszcząco-błyszczących purchaw za bardzo się będę odróżniała i zaraz jakiś zjeb się mnie uczepi(mam taką ciekawą zdolność...Wszystkie świry z okolicy się do mnie złazą.Gdy chodziłam do gimnazjum,co dalej głupio się pisze w czasie przeszłym,Człowiek-Furka,udający samochód,wodził za mną tzw.roznamiętnionym wzrokiem,geeeeez)


Przed wejściem do saly gymnastycznej zrobił się kosmiczny burdel,którego nie był w stanie wyprostować nawet alarm bombowy.W końcu kochane dzieciaczki,co”Patrz mężusiu jak nasza córeczka dostojnie wygląda w tych krynolinach”czy”Jak nasz synek wyyyyyrósł!”miały densić.

Ale zanim...W tłumie dojrzałam Pat,Zanę itp.Stanęłam sobie koło recepcji,waląc im foto.Zauważyłam,jak Pat rozmawia z Mamą Fylypka(zwaną niegdyś przez Jana”panią matką”w znaczeniu”co zrobi pani matka,jak się dowie,że obmacujesz Piotrka”?)

 

Zaczęła jej coś pokazywać na mnie!Zajęta rozmyślaniem,jak ja z łaski swojej zdąże na spotkanko z Elyzą o 18.00,kiedy była sobie 16.55,a ja nadal w lesie,nie zwróciłam uwagi na płynącą ku mnie Pat,pod rączkę z MF.

-Pożyczysz mamie Fifra baterie?-spytała.-Oj,jeszcze mi!

Zapchałam jej twarz dwiema swymi bateriami,ale z twarzy przy MF zaczął mi wystawać znak zapytania.
Z jednej strony potrzebowałam ich,żeby skończyć misję,a z drugiej-powiedzieć fuck off rodzicielce(innej zresztą też) Fylypka byłoby zdeka niehalo.Miała farta,bo przygotowana na różne możliwe opcje wzięłam ze sobą dodatkowe baterie.Dałam jej,na co zaczęła mnie wychwalać niemal z pocałowaniem rączek pod niebiosa(zapewne spaliłam przy tym cegłę-nie lubię,nie lubię jak mnie ktos wychwala),chcąc się ze mną rozliczać,ale ja od początku byłam na „nie”-czułabym się jak cham,co innego help,a co innego biznes.
Powiedziałam jej tylko,żeby nie nazywała mej osoby”panią”,gdyż chodzę do klasy z jej synem marnotrawnym.

Jako drugie wcielenie Matki Teresy byłam w ciemnej dupie,bo musiałam czekać na zwrot.

No to siedzę na tej recepcji.Siedzę.Polonez oddenszony.Elyza wydzwaniała po mnie histerycznie,wiedząc,że moją stałą praktyką jest spóźnianie się(gdy nie czuję presji zapieprzania do szkoły z rana,to się spóźniam,jaka ja be)

Przyszła do mnie Pat,wręcząc mi bateryjki.Wsadziłam je w apa i nadal czekałam.A nuż wajdelec przybędzie MF?Jakieś pięć minut później,gdy z eleganckiego kroczenia na rozdygotanych kolankach bal zmienił się w dynadyna umcyk umcyk(Nagłośnienie tośmy mieli lepsze niż Love Parade w Berlinie)zjawiła się Zana,twierdząc,że jak wejdę na dens flor to nikt mnie nie pogoni,a przecież nie będę tak sama siedzieć.

 

Faktycznie,nie siedziałam sama.Robiłam oprawę medialną Kasze,Olce oraz reszcie mojej lowli 3C,wytrzymując jakims cudem 5 godzin jakieś jeb-jeb+Feel(o logice pieśni Feela to chyba całą notkę szło by skonstruowac)więc po odnalezieniu Borysa smuciliśmy do siebie nawzajem”do czego to podobne”Niestety,musieliśmy uznać demokrację-nie wyobrażam sobie trzody różowych podskakujących pod The Exploited czy PROSTO(czemu nie KRZYWO??)menów rozumiejących chociaż jedno zdanie z twórczości Morrisona.(wolę Hendrixa,to swój ziom,umiał grac zebami,coś dla mnie,hihi)


Tak więc Foto się nieco zdumiało zapewne,gdy przyszłam do domu wpół do jedenastej wieczorem,nie nawalona,nie nastukana (co nie oznacza,że balecik upłynał pod znakiem wspólnego śpiewania pieśni ze śpiewnika małego harcerza),a przecież miałam być tylko na piętnaście minut.

 

Mnie osobiście najbardziej bawi to,że za wjazd na baleta trzeba było rzucić sześć dychaczy,a ja weszłam na krzywy ryj z aparatem wartym ok.tysia.Nie ma to jak być czwartą władzą!

komentarzy: 0  |  cała notatka »
Płynie łódź podwodna przez pustynię, nagle wyskakuje z niej mrówka ...
2008-05-25 04:10:44

....i krzyczy - na koń!, a reszta nadal mieszała wapno.-tytułem wstępu legendarna myśl Tangy'ego.Tangy proszony do centrali,nawiasem mówiąc.

 

 

            Nici z picia za zdrowie Zygmunta jabola. Prawdę mówiąc byłabym bardziej skłonna wysłać mu wąglika do aktualnego miejsca pracy(chciałabym zobaczyć desperata który go zatrudnił!).

Chłopak rzucił w dziennik nam oceny(nie wiem na jakiej podstawie;może sprawdzał aktywność w wytwarzaniu kartek lub rysowaniu Anglii).Wyszło mu,że mam dwie szóstki(pewnie za to,że kazałam mu iść do psychiatry)Jedną sobie wstawił w drugi semestr,a drugą dla oryginalności sobie wpisał w pierwszy. No i wafel mu na drogę,teraz mam 5/6.

            Nawiasem mówiąc mister Zygmunt-Krzysztof R.został wywalony z dżoba tuż przed zakończeniem okresu wypowiedzenia,więc nadal się upierał że będzie do nas przychodził i nauczał(Taa...nauczał....),na co dyro stwierdził że wtedy będzie wzywał ochronę(o ile nie będzie zajęta wynoszeniem delikwentów z lekcji niemieckiego,hehe).To wyraźnie osłabiło zapał Zyga, bo nie udało nam się go już zobaczyć, ani tym bardziej poczuć.

 

Za to dyrekcja sporządziła listę itemów,jakie nam zabrał i go ściga listem gonczym w celu odbicia zakładników(propo zakładników:ostatnio mi się spodobało jak 25letni bezrobotny muzyk Józek,na oko blanciarz,zabrał ze sklepa w charakterze zakładnika karton w kształcie piłkarza.A wszystko to za trzy browary.Mógł się nie ograniczać i do tego dołożyć puszkę kukurydzy-wtedy cena okupu mogłaby sięgnąć nawet flaszki!).

 

Co prawda chciałabym otrzymać mój zeszyt(bez pustych kartek i okładek),ale jak pomyślę sobie o tym,że mógł lezeć w domu Zyga,a dom Zyga może być na podobnym poziomie higieny co jego body,to jakoś tak dziwnie mi się odechciewa-jeszcze bym syfa od własnego zeszytu podłapała.

 

            Miało sobie miejsce super wesołe zdarzenie pt. egzamin gimnazjalny.Belfegorowie na jakiś tydzień przed wpadly w trans i jęli powtarzać jakieś klątwy,.że będzie trudne,że jak dalej będziemy praktykowac zlewę to polegniemy,nie znajdziemy dobrego LO,na studia też się nie dostaniemy, będziemy zamiatać ulyce i w ogóle będzie pod górkę.Moje całosciowe przygotowanie do egzaminu polegało na tym,że poszłam do Empiku i kupiłam trzy czarne długopisy-a nóż wajdelec znając mojego farta wszystkie się wypiszą.Tak się nie stało.

 

Musze przyznać,że widok Kwiatka pod różowym krawacikiem i Dziubka w garniaczku był zaiste szokujący(Jezu,jak ja piszę).Po ściągnięciu SIM locka z arkuszu(biurwa,mogli ich dać jeszcze z 10,wtedy bym sobie mogła go do tej pory otwierać,czemu obcięłam paznokcie przed egzamynem?!)przewertowałam go.Z lekka klapa mi opadła-z humana był jakiś wybitnie dziwny,bo spodziewałam się czegoś trudniejszego,ale z drugiej strony pewnie moje popaprane odpowiedzi nie zmieściły się w klucz odpowiedzi i kut bombki trafił,zawodówka im.Konstruktorów Mysich Pułapek is welcomming me.

komentarzy: 0  |  cała notatka »
„Ja kończyć studia i robić kariera,by mieć samochód i bulteriera”
2008-04-26 00:53:23

W tamten wtorek poszliśmy na Step Upa 2(całkiem ładnie nakręcone,ale mi się tam spodobało co innego:leciały napisy i mogłam sobie posłuchać inglisza,ooooooołrajt),stąd gorączkowa zbiórka hajsiwa w poniedziałek.

Ale nie mogło się obyć bez przygód.Wiadomo,wtoreczek,9 rano,sabłejek,dziki tłum w sabłejku.W efekcie ja przeżywałam mękę wpatrywania się w garb Adasia,a cała reszta owijała się wokół rury,zaś ludzie wpatrywali się w nas ze złością,bo zabraliśmy ostani wolne cm kwadratowe.

Wysiedliśmy,oczywistka Boguś ze swoim alpejskim plecaczkiem pogiął przed siebie,nie zwracając uwagi na to,co się wokół dzieje(prawdopodobnie mógłby go wtedy TIR rozpłaszczyć i też by nie zauważył).Przynajmniej do momentu,w którym przy wietrze Pośladkowi nie wypadły z kaptura wprost na twarz wszystkie ulotki,jakie mu tam pracowicie powsadzał Dziubek i inni companieros.Nie skumał za to,gdy panienki oznajmiły mu,że parę osób nam się zgubiło.

To było ładne:one za nim krzyczały:”PROSZĘ PANA,ZGUBILI SIĘ!”a ten pyci przed siebie.

Dopiero przed kasą biletową zaczął się pultać w guście”a co oni sobie za wycieczki urządzają!”i Aneta ściągała telefonicznie każdego po kolei(Boguś powinien jej pod koniec roku zwrócić wydatki związane z jego kapryśno-chimerycznymi żądaniami komunikacyjnymi)Jak to ujęła jedna z lostów,czyli Dominika D.-„Pochodziliśmy trzy razy wokół Metra Świętokrzyska i uznaliśmy,że możemy wrócić”.

 

Wtedy omal się nie usmarkałam ze śmiechu,widząc Filipka siąpiącego kawkę z miną daleoolewczą,gdy Boguś wypluwał na niego pęcherzyki płucne,ale okazałam się wkrótce jeszcze lepszą jednostką.

komentarzy: 4  |  cała notatka »
Oj tam,nie zawracać gitary o jakiśtam tytuł.
2008-03-03 23:01:57

Ojej,poniedziałek.Ktoś sobie pomyśli:o Bosz,ale kijowy dzień,ciąć,wieszać się i rozpaczać.

Dzisiaj było bardzo milutko-po modlitewnych rozrywkach(cały czas mam podejrzenia,że oni nawet do kościoła chodza w celach towarzyskich.Ja raz poszłam i wspominam to jako niekończące się pasmo walki ze sobą,no bo weź tu się w kościele zachichraj)wszyscy full zrelaxowani podązyli po wykształcenie.

 

Na Wfie Śmiechosia powiedziała nam,że gdy po raz pierwszy ujrzała Zygmunta,to wzięło ją na śmiecha.Najwyraźniej nie potrzebowała go słuchać,skoro już na pierwszy widok tak reagowała.Pytała mnie też o personalia Filipka,myśląc,iż jest on Kwiatkiem.(Jezusie,jaka potwarz!)Wyprostowałam jej pogląd,mówiąc że Kwiatek jest ulubieńcem Bogusia,zaś Filipek-Dobiesi.Na co Asieńka M.jęła rozpaczac pod niebiosa,bo myślała,że to ją Dobiesia miłuje.

Noo tak,Filipkowi brakuje jednego niezbędnego elementu-nie został nazwany bździągwą,co wedle Dobiesi jest wyrazem miłości.

Myślę,że do tego jednak też dojdzie.

 

Na niemcu Laut wymyśliła,że można”ciszać w ciszy”.Nie wiem o co chodzi-prof.Miodek nie udzielił mi jeszcze odp.na moje pytanie w tej kwestii.

Na religii trochę waflem wiało,bo dookoła siedziały”KrEjZoooLkI ,3 LoFfCiAm (L)eGie” i bibliotekara nas ciagle wypraszała,gdyż miała się dokonać historyczna chwila w dziejach szkoły.Ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem oświadczam,iż miał się odbyć drugi etap konkursu kościuszkowskiego,osz ja chromolę.Borys sądził,że udział w nim biorą’same kujony z pierwszej klasy”.To możliwe,nawet bardzo.

komentarzy: 2  |  cała notatka »
I can
2008-03-02 03:57:44
Ten tydzień dostarczył mi paru załamek i opadów rąk,ale i parę niezłych zdziwień.
W poniedziałek wszyscy się ładnie przywitalismy("Siema pedale!"było zewsząd słychać)po feriach.Do tego stopnia ferie przewróciły pod kopułą Bogusiowi,że o ile wczesniej był skłonny truć o wspaniałym materiale genetycznym Filipka,o tyle w poniedziałek uznał,iż jest on genetycznie obciążony,niestety nie powiedział czym.

"Lejdis"w pon przestało być tylko brzydkim filmem-było już filmem DEMORALIZUJĄCYM.(zaleciało trochę Wojewódzkim,hihi)No i truł o komiksach z Batmanem,które chodza za 150 tysięcy dolków,bo są archiwalne,co utwierdziło mnie w przekonaniu,że nazwanie Bogusia Batmanem było ym przejawem...intuicji?(nie wiem o co kaman,ale ostatnimi czasy mogę nie patrzeć cały dzień na zegar,ale jak spojrzę,to ZAWSZE jest 21.37)
Na niemcu nic się nie działo-smuci mnie to bardzo,niedługo ochroniarz zapomni po co jest w tej szkole,bo się z braku interwencji zasiedzi na śmierć.

Na relygii było sympatycko-Filipek z Borysem stęskniwszy się za sobą obdarzali się czułościami(Żydzie,geju,etc.)Akurat do byblioteki weszła Śmiechosia,w poszukiwaniu bybliotekary Klary(och jak ładnie się rymło)Pytała mnie o jej nazwisko,na co super mądrze poradziłam:
-Pani Kla...Ela ma super identyfikatorek,może pani podejść i zczytać.
Przed chwilę popatrywała na mnie jak na świra,więc dodałam:
-No identyfikatorek,takie papierowe!
W końcu poszła za mą radą(o raju,niedługo ludzie będą mogli do mnie listy wysyłac zamiast do Bravo)
Przysiadła się do nas,co chwila wybuchając śmiechem gdy słuchała lingwistycznych występów szanownego pana kolegi Fylypka.W końcu oznajmiła,ze jest on ksenofobem.Myślę,ze gdyby posłuchała go dłużej,doszłaby do wniosku,że jest wszystkofobem.
Mi to przestało przeszkadzać-Owca jest też rasi,co sama z dumą stwierdza,ja zaś uważam,że nieważne czy ktos jest czarny,czy biały-po smierci nas wszystkich z taką samą ochotą będą żarły robale,nie martwcie się.I dla mnie najwazniejsze jest to,co ja uważam w tej kwestii.
komentarzy: 2  |  cała notatka »
(1) 2 3 4 5 .. z 58  następna »
Pisz bloga
Sportcars Toplista-Toplista samochodów sportowych RallyTopList
statystyki www stat.pl